No właśnie. Jaki był ten koncert? Godzina 19.40. Stroją się, stroją, wreszcie około 20.00 start.
Ale od początku. Ksu słucham już kilka lat. Ich muzyka jest ze mną zawsze, w domu, szkole, samochodzie, na ulicy. Jednak ten koncert miał być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju - pierwszy koncert KSU w moim życiu. Przez tydzień siedziałem jak na szpilkach, byleby tylko wytrwać do niedzieli. Nadszedł dzień sądu. Nie było mowy o braku czegokolwiek, wiedziałem, że choćby rowerem lub na nogach - będę w Rzeszowie, zobaczę swój ulubiony zespół, poczuję ten mistyczny klimat o którym opowiadają znajomi ALE PRZEDE WSZYSTKIM - POSŁUCHAM ICH!
Z tym właśnie był problem w czasie tego koncertu. Wszystko rzecz jasna zapowiadało się dobrze gdy na scenie był jakiś boysband, lecz gdy na scenę weszła legenda - KSU wszystko się zmieniło. Wokalu Siczki nie słychać, co chwilę sprzęgi, później włączyli wokal Siczki, no to sprzęgi były adekwatnie większe (co by sobie człowiek za długo nie pośpiewał). To tak jakby zrobić piękne nagłośnienie Justinowi Bieberowi, zaprosić na scenę Metallicę i jej zmaścić cały występ.
Nie dziwi mnie postawa Siczki - po którymś sprzęgu odmówił grania. Też bym tak zrobił. I to nie on powinien dostawać zakazy grania ostrzejszej muzyki! To jest już profanacja i jakieś ogólne nieporozumienie. Organizator wie jaką zespół gra muzykę i chyba na podstawie tego co się dzieje na innych koncertach wie czego się można spodziewać po publiczności. Poza tym wypadki się zdarzają i nie wszystko się uda przewidzieć.
Coraz bardziej czuję się jakbym mieszkał na prowicji. Zespół z 30 letnią historią a przede wszystkim jego muzyka jest traktowana jako źródło zła. Paranoja, w czasie bitwy o krzyż było więcej rannych. Jak chceli grzecznej i ułożonej imprezy trzeba było zaprosić filharmoników rzeszowskich (i broń Boże nie ubliżam im, bo klasykę kocham) i zorganizować kulturalny koncert, na którym w klasycznym uniesieniu można by spożyć słynnego rzeszowskiego kebaba.
Podsumowanie... Dziękuję ludziom którzy tam byli i zespołowi. Starali się tak jedni jak i drudzy. Tym właśnie zawdzięczam to, że pierwszy w moim życiu koncert tej grupy nie skończył się przed rozpoczęciem. Szkoda tylko, że nie udało mi się POSŁUCHAĆ KSU tak jak powinno brzmieć.