Logowanie lub Rejestracja

KSU w Pszczynie (2004)

Nikodem15 Nikodem15 , dnia Lis. 10, 2009

KSU
w Pszczynie

Cz I : PRZED KONCERTEM
„Czechowice się pojawą.. Będzie
pogo, jakiego w Pszczynie dawno
nie było!!!!!!...”[DANN (KRWA-
WE)], „Silesia Anty Hippie Briga-
de też się wybiera. Zobaczycie, co
to jest horrorshow pod sce-
ną!!!”.[Anty Hippie]
{ wypowiedzi pochodzą z forum
dyskusyjnego portalu internetowe-
go www.pless.pl}
Cz II: KONCERT (2004-03-26
godz; 20
z minutami)
Miał byæ horror (patrz cz. I), ale to
już chyba nie te czasy... Dziś na
koncerty punkowe smiało można
przychodzić z całymi rodzinami.
Nawet z babcią. Ta powinna być
zresztą najbardziej zadowolona, bo
choć głucha, ma nareszcie szansę
usłyszeć jakieś dźwięki...
Występ, przy komplecie publicz-
ności- sprzedano ok. 100 biletów-
zaczął siê prawie punktualnie. Le-
dwie kapela przyjechała, ledwie
rozłoży³a sprzęt i zrobiła króciutką
próbę (była to podobno najkrótsza
w historii Bugsy próba jakiegoś
wykonawcy przed występem-
trwała ok. 5 min), a już zagrała. I
od razu dała czadu. Od pierwsze-
go taktu. Jeszcze chyba nikt w Psz-
czynie nie grał tak głośno i ostro.
Przynajmniej w Bugsy.
Punki, kiedy tylko zabrzmiał 1944-
otwierający koncert utwór, natych-
miast wyskoczyli pod scenę i za-
markowali pogo. Zamarkowali, bo
na prawdziwe pogowanie nie ma
tam po prostu miejsca. Na doda-
tek, z każdym taktem, robiło się pod
sceną coraz bardziej tłoczno. Ale
jak tu wysiedzieć w miejscu, kiedy
słyszy się przebój za przebojem
(oczywiście w „punkowym”- co-
kolwiek to znaczy- znaczeniu sło-
wa „przebój”) ze wspomnianym
1944 i jego słynnymi „deszczami
niespokojnymi” na czele? Te pio-
senki- choć niesłychanie proste, z
wręcz ascetyczną aranżacją- mają
w sobie taką moc, że wystarczyło
tylko kilka chwil, by energia ze
sceny zdążyła opanować ca³łą salę.
I siedziała tam już do końca kon-
certu. Takiego spektaklu Bugsy
jeszcze nie widziało...
Cz. III: PO KONCERCIE
To już staje się taką ma³ą tradycją
w Bugsy, że muzycy po występie
nie pakują od razu manatek, nie
zmykają pospiesznie skąd przyby-
li, ale zamawiają sobie piwko i sia-
dają wśród ludzi, by z nimi trochę
pobiesiadować. Tak było i tym ra-
zem.
Z muzykami KSU, choć tworzą
jedną z najbardziej znaczących pol-
skich kapel punkowych, rozmawia
się jak ze starymi kumplami z po-
dwórka. A z perkusistą Sysym jak
ze starego podwórka. Ze swymi
długimi włosami i brodą wyglądał
niczym hipis, na dodatek nosił ko-
szulkę z logo zespołu Budgie i opo-
wiadał o swoich fascynacjach roc-
kiem progresywnym pocz¹tku lat
70tych i takimi kapelami jak Emer-
son Lake And Palmer, Gentle
Giant albo Van Der Graaf Gene-
rator. Gdyby nie to, ze Sysy wy-
chował sie na The Clash, byæ może
nikt by nie uwierzył, ze ktoś taki
może grać na perkusji w KSU.
Udało mi się pogadać też z basistą.
Ten zaś, dla odmiany, uwielbia słu-
chać jazz. Ale, jak przyznał, gra
punka, bo muzyka ta, mimo swej
prostoty, niesie z sobą taki przekaz i
emocje, jakich nie sposób znależć
w innych gatunkach muzycznych.
Kiedy słyszy The Clash, po prostu
go powala...
Cz IV: PODSUMOWANIE
W punku brak miejsca na pusto-
słowie, więc króciutko: STARY
JABOL NIE RDZEWIEJE!!!
Pepan

Komentarze do tego artykułu:

Zarejestruj się lub zaloguj aby skorzystać możliwości dodawania komentarzy.