Logowanie lub Rejestracja

Jesteśmy panami swego losu... (wywiad z Siczką)

Nikodem15 Nikodem15 , dnia Lis. 10, 2009

Data: 1/22/2005 2:30 pm
Warszawska Proxima cofnęła się do zakurzonej już nieco ery punku. Znów pod sceną pojawiły się irokezy, skóry i spodnie w kratkę. KSU jak zawsze przyciągnął wiernych fanów. Na koncercie bawili się starsi i młodsi. Wszyscy tak samo dobrze… A przed koncertem na pytania dotyczące zespołu odpowiedział jego wokalista i gitarzysta - Siczka.

Jakie jest KSU? Piosenka „Chodnikowy latawiec” przedstawia Was w dość niekorzystnym świetle.

Siczka: Ten tekst jest wyjątkowy. Zazwyczaj śpiewamy o poważniejszych sprawach. Choć czasem i takie tematy trzeba poruszać. (śmiech)

Gracie od 1977 roku. Jak odnajdujecie się w dzisiejszych realiach? Czy teksty pisane dwadzieścia lat temu są aktualne?

Siczka: Oczywiście! Nawet te stare. Posłuchaj przykładowo tekstu „Pijany gówniarz”. Sam się przekonasz, że tematy które poruszamy w piosenkach są ważne i dziś.

Jesteście przekonani, że to co robicie ma sens?

Siczka: Wierzę, że to co robimy jest słuszne. Jeśli chodzi o samą muzykę, jestem zdania, że powinniśmy trwać w tym co osiągnęliśmy. Nie chcemy niczego zmieniać. Zmiany do niczego dobrego nie doprowadzą. Możemy wtedy jedynie podupaść. (śmiech)

Jednak styl bycia KSU, agresywny...

Siczka: Jaki znowu agresywny?!

Jesteście postrzegani jako zespół nie stroniący od alkoholu, dobrej zabawy.

Siczka: Ale nie rozrabiamy. Wiesz - nie można powiedzieć, że my wszyscy nadużywamy. Może czasem ja tak robię. Jednak nie piję w ten sposób, że nie mogę utrzymać się na nogach. Jeśli mam zagrać, to zagram.

Mimo wszystko na początku kariery mieliście z tym problemy.

Siczka: Kiedyś tak było.

Przekładało się to również na wydawanie płyt. Pierwsza płyta powstała dość późno.

Siczka: Wiesz... Problemy mieliśmy tylko z wydaniem pierwszej płyty. Początkowo chcieliśmy się jedynie bawić. W pewnym momencie padła propozycja wydanie płyty więc z niej skorzystaliśmy.

Jakie wspomnienia towarzyszą pierwszemu krążkowi?

Siczka: Jak najbardziej pozytywne.

Skład zespołu zmieniał się dość często. Jaki to miało wpływ na KSU?

Siczka: Skład się zmieniał bardzo często - to fakt. Dużej zmiany jednak nie ma. Widać to na jednak na koncertach i płytach. Duch KSU pozostał mimo wszystko bez zmian. Wszystkie utwory ja komponuję. Muzycy wnoszą jedynie pewne nowe elementy.

Obecny skład jest optymalny?

Siczka: Myślę, że w takim zestawieniu zostaniemy długo. Chyba, że los zechce inaczej. Ale na to wpływu już nie mamy. Zwłaszcza, że znam ich już długo, jesteśmy dobrymi kumplami. Jaśka i Pawła znam ponad 10 lat. To bardzo dobrzy muzycy.

Co sądzicie o publiczności? Jakie zmiany zauważacie? Spotykacie się z ludźmi od dłuższego czasu.

Siczka: Różnica polega jedynie na tym, że teraz na koncerty przychodzi więcej metali. Zanikają natomiast punkowcy. Mimo wszystko cały czas przyjmowani jesteśmy bardzo dobrze.

A jak wspominacie koncerty w Warszawie? Lubicie grać w stolicy?

Siczka: W tym roku jesteśmy tu już trzeci raz. Gramy z tego względu, że ludzie przychodzą. Ostatnio Proxima była pełna. Jak jest zapotrzebowanie to organizujemy koncerty.

Jeździcie po całej Polsce... Są miejsca, gdzie publika jest specyficzna?

Siczka: W tym roku graliśmy tyle koncertów, że nie pamiętam zachowania publiczności na każdym występie. Zdarzało się oczywiście, że ludzie, dla których graliśmy byli specyficzni. Jednak było to gdzieś w małych miasteczkach, gdzie koncerty są rzadkością. Dochodziło wtedy do śmiesznych sytuacji. Ludzie nie wiedzieli jak się mają zachować, co robić... (śmiech). Generalnie przyjmują nas zajebiście.

Mając za sobą setki koncertów bez problemu odpowiesz na kolejne pytanie. Jak wypadają występy z ostatnich lat w porównaniu do tych z Jarocina z 1989 roku?

Siczka: Teraz kapela gra znacznie lepiej. Są lepsi muzycy, jesteśmy lepiej zgrani.

Odczuwacie sentyment do dawnych lat?

Siczka: Oczywiście!

Słuchając piosenki „Za mgłą” odnoszę wrażenie, że Bieszczady mają duży wpływ na Waszą twórczość?

Siczka: Ja akurat tekstu tej piosenki nie pisałem. Ale skoro śpiewamy o górach to musza na nas oddziaływać. Wracając do muzyki to słowa do „Za mgłą” napisał wyjątkowo Wiesiek, który swego czasu z nami współpracował.

Śpiewacie o tym co widzicie dookoła, o tym co Was dotyka bezpośrednio. Jak powstają piosenki? Najpierw jest tekst, czy muzyka? Macie jakąś zasadę?

Siczka: Różnie... Czasem najpierw jest muzyka a potem tekst. Innym razem odwrotnie. Czasami zaśpiewam coś językiem improwizowanym. Taki numer wydaliśmy na płycie „Moje Bieszczady”. Wtedy jakiś koleś z pisma muzycznego napisał, że Siczka angielskiego nie zna. Wszystko dlatego, że pojawiły się tam słowa angielskie. Wiesz jak się improwizuje to czasem dziwne rzeczy wychodzą. Jednak ja lubię takie kawałki. Wtedy łatwiej mi się śpiewa, można zaznaczyć akcenty, w jakiejś tonacji sobie pociągnąć. Język polski jest trudny do śpiewania. Dużo tekstów muszę zmieniać. To zależy również kto je pisze. Jeśli ta osoba jest muzykiem wtedy wszystko pasuje idealnie. Tak jak ostatnio Rafał... Napisał na nową płytę dziesięć tekstów, które mi odpowiadają i nie muszę nic zmieniać.

A jaka będzie nowa płyta?

Siczka: Będzie to mieszanka wszystkich płyt. Może nawet troszkę bardziej czadowa. Są ciężkie, rockowe kawałki, znajdą się też ballady.

A Ty czego słuchasz w wolnych chwilach?

Siczka: Słucham różnej muzyki. Lubię wolne kawałki i mocniejsze uderzenia.

Zostańmy na chwilę przy tych wolniejszych utworach . Nagraliście album „KSU bez prądu”. Zupełnie inny od tego co tworzyliście wcześniej. Co myślisz o tym krążku?

Siczka: Z tej płyty nie jestem zadowolony. Jeśli miała być akustyczna w 100% to powinniśmy nagrać tam lepsze brzmienia gitar, by lepiej się tego słuchało. Nagrane to było na szybcika, byle jak. Zresztą mój udział na tej płycie był niewielki. Znalazły się tam tylko moje wokale.

A która płyta według ciebie jest najlepsza?

Siczka: Mi najbardziej podoba się „Pod prąd” i płyta która teraz wychodzi. No i jeszcze „Ludzie bez twarzy”. Byłaby to dobra płyta gdyby wydawca się nie wpierniczył. Chciałem wyrzucić kilka smętnych kawałków a dodać czaderskie, pełne energii, które znajdą się na najnowszej płycie. Gdyby nie wydawca, który pomącił strasznie, ten album również uznałbym za mój ulubiony. Teraz nie mamy już problemów z wydawaniem, ponieważ robimy to sami. My decydujemy o wszystkim i nikt nie może nam niczego zabronić. Jesteśmy panami swego losu...

W takim razie pozostaje nam czekać na Wasz nowy krążek. Dziękuję za rozmowę

Komentarze do tego artykułu:

Zarejestruj się lub zaloguj aby skorzystać możliwości dodawania komentarzy.