Z Siczką rozmawiał Wojciech Wysocki:
W: Jestecie najstarszym i wciąż jednym z najpopularniejszych zespołów punkowych w Polsce. W jaki sposób udało się wam przetrwać tyle czasu?
Siczka: Wiesz, z tym trwaniem różnie bywało. Powstalimy chyba w 1978 (data oficjalna), choć początków grupy należy szukać ok. 1976 roku. Pierwsza płyta "Pod prąd" ukazała się dopiero po dziesięciu latach grania.
Przez ten czas gralimy próby, sporadyczne koncerty i wydawalimy demówki. Były przerwy w działalnoci, bo każdy z nas był w wojsku. W zasadzie przez te 10 lat gralimy raczej dla samego grania. Mało aktywnie i bez większych sukcesów.
W: Po ukazaniu się płyty "Pod prąd", z dnia na dzień zostalicie gwiazdami. Jak to odczulicie, czy co się zmieniło?
Siczka: W Ustrzykach co takiego jak sukces jest mało odczuwalne. Życie toczy się swoim torem, a ty razem z nim. Zmieniło się właciwie tylko tyle, że mogłem jak zwykle nie pracować, a mimo to mieć jakie rodki do życia.
W: Czy także za sprawą trzydziestu czterech pirackich firm, które nielegalnie wydały płytę "Pod prąd"?
Siczka: Stary, to mnie dobiło! Nie miałem ochoty więcej grać. Idziesz na bazar, a tam leżą kasety twojej kapeli, których nigdy wczeniej nie widziałe. Nie dosyć, że są obrzydliwie wydane, to jeszcze tak fatalnie nagrane, że w ogóle nie da się tego słuchać. Nie dostalimy za nie ani grosza.
W: Druga płyta zespołu "Ustrzyki" to kolejny sukces komercyjny. Mimo to nazwa KSU obrosła raczej w legendę niż w gwiazdorstwo. Czy jeste aż tak silnie związany z punkową ideologią?
Siczka: Z punkową ideologią nie jestem w ogóle związany. Owszem, jest we mnie co anarchizującego, ale to raczej kwestia wychowania, miejsca, w którym się urodziłem i sposobu w jakim żyję, niż przynależnoci do jakiego ruchu. Nie słucham punk rocka. Kiedy owszem: Wire, UK Subs, może trochę Sex Pistols, ale tak naprawdę uwielbiam takie kapele, jak: Black Sabbath, Led Zeppelin, Free czy Wishbone Ash.
Może brzmi to dziwnie, ale ja wcale nie uważam KSU za zespół punkowy. Nie przeczę, że łączy nas z tą muzyką wiele: prostota, spontanicznoć, tematyka tekstów... , ale ja widzę u nas dużo elementów hard rocka.
W: Rzeczywicie, na ostatniej płycie "Moje Bieszczady" mało jest punkowego żywiołu. Z utworów bije jaki smutek, nostalgia...
Siczka: Bardzo się cieszę, że to zauważyłe. "Moje Bieszczady" to bardzo osobista płyta. W Ustrzykach panuje taka bieda, takie nieszczęcie, że po prostu nie mogę piewać o czym innym. Pojedźcie tam sami i przypatrzcie się, jak tam żyją ludzie, a zrozumiecie.
W: W ubiegłym roku pojawiło się na rynku wydawnictwo: KSU'93- Siczka, Para Wino- "Okrutny wiat" i niemal natychmiast wybuchła afera. O co tu właciwie chodzi?
Siczka: Nie należy traktować tej płyty jako płyty KSU. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Para Wino i zaproponował nagranie płyty z coverami 999 i SHAME' 69. Przyjechałem do Wrocławia, zapiewałem w kilku piosenkach ( już wtedy nagranych ) i wróciłem do domu.
W międzyczasie po pijaku podpisałem z niejakim Gadowiczem zgodę na wkomponowanie nazwy KSU w okładkę. Potem ów Gadowicz poszedł do firmy Mega Czad i opędzlował im ten materiał jako nową płytę KSU. Włanie stąd wzięły się te wszystkie afery.
W: Na dniach ma się pojawić dwupłytowy album KSU.
Siczka: Tak, włanie skończylimy nagrywanie. Oj, będzie kupa czadu. Przekrój całej działalnoci zespołu. Stare kawałki w nowych, czadowych wersjach, a także nowe kompozycje. Planowalimy wydać te płyty w tamtym roku, na piętnastolecie, ale chyba nic się nie stanie jak ukażą się na szesnastolecie.