Logowanie lub Rejestracja

Najlepszy ustrzycki produkt eksportowy.

AGRAWKA AGRAWKA , dnia Lipiec 20, 2009

KSU wydaje swoją nową płytę zatytułowaną „Kto Cię Obroni Polsko”.
Nowy krążek to charakterystyczna dla tego zespołu mieszanka utworów, na którą składa się zarówno ostry rock, jak i ballady.

W ramach promocji tej płyty w piątek 19 listopada, grupa KSU zgrała w warszawskim klubie „Proxima”
Koncert w stolicy to kolejny udany występ tego, zaliczanego do legend polskiego punk rocka, zespołu na obecnym objeździe.
Nowe wcielenie

Można powiedzieć, że KSU odżyło na nowo. Program promocji zespołu jest napięty i bardzo ambitny. Po zakończeniu przed Świętami polskiej części tournee, na którą złoży się ponad 100 występów, po 21 stycznia 2005r. Zespół wyjeżdża na występy do Wielkiej Brytanii (Londyn), a dalej do Niemiec i USA.
O tym jak bardzo intensywna jest promocja nowego - starego oblicza KSU, świadczy fakt, że tygodniowo dają oni obecnie po sześć koncertów w różnych miastach Polski.
Promowana płyta „Nasze Słowa” ukaże się oficjalnie na przełomie roku.
Mocno zmienił się skład zespołu ze starego pozostał tylko jego lider Eugeniusz Olejarczyk- Sieczka.
Nowi członkowie to Paweł Tylko-basista z Tarnowa, Jasiu- Jarosław Kidawa- gitara z Wrocławia, i Sebastian Mnich-perkusja, także z Tranowa.
Ustrzycki fenomen

Zespół KSU jest na polskiej scenie muzycznej swoistym fenomenem i to fenomenem podwójnym. Jak na polskie warunki istnieję bardzo długo. Cały czas w zasadzie gra tę samą muzykę. I o dziwo muzyka ta wcale się nie zestarzała. Na koncerty grupy przychodzą całe rodziny.
Rodzice grubo po 40 przyprowadzają swoje dzieci bądź też dzieci ciągnął na koncerty swoich rodziców.
I – jak zaobserwowałem w „Proximie”- wszyscy świetnie się bawią.

Przy tym wszystkim KSU pozostał zespołem, którego teksty nic nie straciły na aktualności i ostrości osądu naszej rzeczywistości, o czym świadczą słowa piosenek z najnowszej płyty . Jej nieoficjalny tytuł brzmi: „Bieszczady 2004- Nowaja Sistiema”. Ale ostatnio coraz częściej się mówi, ze będzie to Kto Cię Obroni, Polsko ?”

Jest także KSU zespołem, który wszystko zawdzięcza sam sobie.
Pozostał niezależny do dzisiaj, choć za tą niezależność przychodzi członkom słono płacić. Do dzisiaj sami projektują i drukują swoje plakaty. Sami je rozwieszają. Sami wydają własne płyty. Sami je także promują.

Pozostał także KSU zespołem, który nigdy nie wstydził się faktu, że jego rodzinnym miastem pozostają Ustrzyki Dolne ( z innymi różnie to bywa), a słowa jednego ze starych utworów („małe miasto, mali ludzie, małe sprawy”) rozsławiły Ustrzyki na całą Polskę.

Zresztą prawie wszyscy „starzy” członkowie KSU swoje „poza zespołowe” życie także związali z miastem nad Strwiążem. Bogusław Augustyn -„Bohun”, jeden z założycieli KSU, jest dyrektorem Ustrzyckiego Domu Kultury . „Plaster” pracuję w ustrzyckiej telewizji kablowej, a „Tutak” w miejskiej oczyszczalni ścieków. Jedynie „ptysiu” wyemigrował z Ustrzyk, prowadząc w Warszawie jakiś budowlane biznesy.

Ustrzykom pozostał wierny także lider zespołu „Sieczka”- Eugeniusz Olejarczyk, który mieszka przy ul. 1-Maja 41, w obskurnej zagrzybionej kamienicy 100 letniej budzie, którą szumnie nazywa swoim mieszkaniem.
Gdy zapytałem go, czy kiedykolwiek wyprowadzi się z Ustrzyk, roześmiał się i odpowiedział: „Chyba tylko gdzieś dalej w Bieszczady”.

Nie wiem czy wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, co dla młodych ludzi żyjących w Ustrzykach Dolnych i w ogóle w całych Bieszczadach zrobił KSU.
Otóż swoim sukcesem pokazuje codziennie na deskach całej Polski, a wkrótce –daj Boże!- i Europy, i USA, że nie ma się co wstydzić faktu, że się jest z prowincji Bieszczad, na dodatek Ustrzyk i to Dolnych.

„Sieczka” ze swoim KSU zrobił dla promocji Ustrzyk i Bieszczad więcej pewnie niż wszystkie zajmujące się tym instytucję wzięte razem do kupy. I to zupełnie za darmo i najczęściej przy całkowitej obojętności kolejnych władz.
Kolejna nasza szansa

Fenomen KSU powinniśmy co rychlej wykorzystać do prawdziwej promocji naszego miasta, zaś szerzej całego Podkarpacia. Kto nam broni zorganizować coroczny koncert promocyjny zespołów z Podkarpacia i Lubelszczyzny? A może pomyślelibyśmy o tym, żeby taką imprezę umiędzynarodowić i zaprosić na nią zespoły międzynarodowe ze Słowacji i zachodniej Ukrainy? Na tego typu imprezę można spokojnie uzyskać dofinansowanie ze środków UE i to zarówno z „działki” „promocja regionów”, jak i „kultura”. Czy nasi samorządowcy o tym pomyśleli?

Może przecież pomóc „Siczcze” w stworzeniu w Ustrzykach studia nagraniowego i płyty KSU wykorzystać do promocji miasta i regionu. W tę inicjatywę powinny się wspólnie zaangażować wszystkie bieszczadzkie samorządy. Inne miasta w zdecydowanej większości mogą tylko pozazdrościć takiej możliwości.
Festiwal Trzech Narodów

Można by taką imprezę zorganizować dwukrotnie w ciągu roku. Raz na otwarcie sezonu letniego, dwa-zimowego. Na początku zaprosić do udziału w niej szukające promocji zespoły „młodzieżowe” ze Słowacji i zachodniej Ukrainy, a od nas- z Podkarpacia i Lubelszczyzny. Dalej pomyśleć by można o poszerzeniu listy uczestników o Czechy, Węgry, całą Ukrainę i całą Polskę.
Szydercom natomiast odpowiadam, aby spojrzeli na Sejny, maleńką miejscowość na Pojezierzu Augustowskim, tuż przy granicy z Litwą. Dzięki grupie tamtejszych zapaleńców, wydających periodyk ”Pogranicze”, to właśnie małe Sejny (przy których Ustrzyki to spore miasto), a nie byłe wojewódzkie Suwałki są znane w całej Europie i poza nią także.

Proszę tylko pomyśleć, jaka by to była dla nas reklama. W końcu skończyłyby się „biedne głodne bieszczadzkie dzieci”, a cała Polska dowiedziałaby się, że Bieszczady to nie nędza i beznadzieja, ale nowy sposób na życie. Gdyby zaś udało się wypromować imprezę na poziom międzynarodowy , to wówczas sukces na rozwój miasta murowany.
Zysk nie tylko kulturalny

Poza oczywistą promocją naszego miasta ( i to w bardzo dużej części za nie nasze pieniądze) wymierne korzyści odnieśli by wszyscy mieszkańcy zarówno samych Ustrzyk jak i okolic. Więcej ludzi to zwiększony ruch w pensjonatach i hotelach, większe zakupy w sklepach, reszta firm usługowych też by na tym zarobiła.

Może w końcu doczekalibyśmy się przyzwoitej całodobowej stacji paliwowej w mieście. Przecież niejako „przy okazji” powstałby w mieście „festiwalowy” biznes (druk koszulek, produkcja okolicznościowych gadżetów festiwalowych itp.). Więcej ludzi to więcej sprzedanego jedzenia, a to z kolei większe zyski dla rolników.
I proszę pomyśleć, że to wszystko można wyciągnąć z tego, że kiedyś w małym mieście na rubieży paru „nawiedzonych małolatów” założyło zespół KSU.

Stawiam dolary przeciw orzechom, że w sławetnej strategii rozwoju miasta i regionu, przyjętej przez władze samorządowe, nikt się nawet nie zająknął o tym, co tutaj napisano. Cóż z Warszawy lepiej widać.

Co dalej? Wybór należy do nas, ale –jak to szło?- „mali ludzie, małe miasto”.
10.12.2004.

Komentarze do tego artykułu:

Zarejestruj się lub zaloguj aby skorzystać możliwości dodawania komentarzy.