Logowanie lub Rejestracja

"Na Przełaj", "Jabolowa Ballada".

AGRAWKA AGRAWKA , dnia Lipiec 21, 2009

"To ciągłe łups, łups, to ono ogłupia .
Słuchając takiej muzyki, ludzie muszą źle pracować, robić fuchy. Muszą ..."

( Henryk Czyż , kompozytor i dyrygent, 25.08.88 w 4 programie Polskiego Radia )

Pierwszy wywiad z jednym z najstarszych zespołów punkowych w Polsce.

KSU:
Siczka - wokal, gitara, "niebieski ptak"
Dżordżu - bas, wokal, elektronik w Domu Kultury
Tu - perkusja, konserwator w oczyszczalni cieków
Michał Broda - teksty, siekiera

Dżordżu: Pod koniec lat siedemdziesiątych zebrała się w Ustrzykach silna załoga - około kilkudziesięciu osób. W żadnym sklepie nie uwiadczyłe agrafki . Wtedy ważne było, żeby mieć ich jak najwięcej .
Siczka: Robilimy otwarte próby, na które przychodziło wiele osób. Siedzieli, słuchali, pili piwo, a my gralimy czasem po kilka godzin - i było fajno. Tu: Oczywicie, nie kochali nas wszyscy. Był taki okres, że co jaki czas musielimy meldować się na milicji. Do tej pory w Ustrzykach spisuje się każdego nowo zauważonego punkowca. Dobrze, że już nie pałują ...
- Narodziny ?
Tu: Pamiętam pierwszą próbę. Skończyła się nad ranem. Na podłodze szkła po kostki, a my nie zdążylimy jeszcze rozłożyć sprzętu.
Siczka: Wczeniej jednak na tenże sprzęt zrobilimy składkę. Kupilimy Eltrona za osiemnacie tysięcy!!! Miał tyle gniazdek, że wystarczyło dla wszystkich.
Tu: A ja dorwałem się do książeczki oszczędnociowej, którą matka skrzętnie przede mną ukrywała i kupiłem sobie perkusję. Kiedy szczęliwy rozstawiłem ją w pokoju, wpadła matka
-Co to jest? - pyta.
-Perkusja.
-Skąd ją masz?
-Kupiłem.
-Za co ?!! -Za pieniądze.
-Skąd je wziąłe?
- Z książeczki.
No i zaczęło się... Udobruchała się dużo później.
- Ten pierwszy raz ?
Tu: Na pewien czas wkręcilimy się na próby do takiego przedsiębiorstwa za rzeką, które nazywalimy "za Bugiem". Przeszkadzalimy tam wszystkim, a najbardziej portierowi, który nie mógł spać z naszego powodu i twierdził, że wyjemy jak stado wilków.
Siczka: Ale pewnego dnia dostalimy zgodę na zagranie w tej sali koncertu. W tym czasie pracowała w zakładzie grupa więźniów, którym kierownik obiecywał: "Jeli będziecie dobrze pracować, to pójdziecie na koncert". Zasłużyli chyba, bo koncert się odbył. Zaczęlimy od numeru pt "Złodziej" i publika od razu podchwyciła.
Dżordżu: Było też kilka imprez robionych zupełnie "na wariata". Znajomi stali na czatach, a my gralimy, dopóki się dało. Jeli był sygnał, że już się nie daje, to uciekalimy.

*
"Panie, to obiboki. Nie ma o czym pisać.
Jak grali w tamtym roku na trawie za
miastem, to krowy chyba do tej pory
mleka nie dają. Tyle się tam piwa przelało !"
*

Akceptacja? Doczekalicie się jej?
Dżordżu: Odkąd zaczęto mówić o nas w radiu, wspominać w gazetach?
Siczka: I kiedy Zygmunt Tadeusiak przejął Dom Kultury.
Tu: Bo to było tak. Przez wiele lat w budynku zupełnie nic się nie działo. Stał nie wykorzystany, aż w końcu zaczął się walić i sypać. Były nawet projekty przekształcenia go w jaki magazyn. W dużym stopniu dzięki nam i innym młodym ludziom z Ustrzyk stał się z powrotem Domem Kultury. Własnymi siłami doprowadzalimy go do stanu, przy którym można było robić dyskoteki. Później kto zdecydował, że trzeba go wyremontować. Zrobiono to, ciągnięto z Krakowa Tadeusiaka i Dom Kultury odżył. Od tej pory również my mamy schronienie.

*
"Warunki mają dobre i nikt im w graniu nie
przeszkadza. Mogliby tylko zacząć liczyć
się z tym, że żyją w rodowisku większym
niż dwudziestolatków. Powinni trochę
stonować, żeby również starsi mieli z
nich jaką korzyć. Bo to jest opinia moja
i rodowiska, że wrzask to nie muzyka .
A teraz tylko dwie, może trzy ich
Nadają się do słuchania. Wierzę jednak,
że oni i ich poglądy będą się zmieniać
i w przyszłoci rozwiną swą muzykalnoć
z pożytkiem dla rodowiska."
(S. Dutka kier. Referatu ds. kultury
w Ustrzykach Dolnych )
*

- Punk rock na parę lat przed jego wkroczeniem na do polskiego radia...
Siczka: Chcielimy grać, a nie bardzo potrafilimy.
Tu: Wszyscy od najmłodszych lat jestemy melomanami. Zawsze słuchalimy dużo muzyki, a jednoczenie uczylimy się grać w ognisku muzycznym: Dżordżu na fortepianie, Siczka na mandolinie, a ja na pudełkach po butach.
Dżordżu: Wychowalimy się na hard rocku, czyli tym, co we wczesnych latach siedemdziesiątych było najostrzejsze. Na początku - jeszcze nie pod nazwą KSU - gralimy kilka przeróbek Black Sabbath i Franka Zappy. A kiedy nadszedł czas punka, zachorowalimy na punka.
Wzorce? Nie powiecie przecież, że mielicie w Ustrzykach katalog z najnowszymi płytami punkowymi...
Siczka: W ogóle nie mielimy płyt. Za to systematycznie słuchalimy Radia Europy, która nadawała w tym czasie sporo audycji z taką muzyką. Nagrywalimy je na kasety i był to nasz jedyny kontakt ze wiatowym punk rockiem. Wysłalimy nawet list do Monachium i kilka kolejnych audycji puszczono z dedykacją: "Specjalnie dla słuchaczy z Bieszczad".
- Sham 69 . Twierdzi się czasem, że jestecie ich polskim odpowiednikiem.
Tu: Jeli już, to bardziej uzasadnione byłoby porównanie z U.K.Subs. Gralimy przeróbki ich utworów.
Siczka: Ale nie do nas należy porównywanie i szufladkowanie.

*
Jest w Ustrzykach restauracja. Nazywa się "Myliwska"
Wewnątrz czternacie oszklonych, oprawionych w ramki
tabliczek typu: "Papieros to twój wróg nr 2", "Imponuj
wiedzą - nie kieliszkiem"
-KSU? To jaki dowcip był. Ale ja nie pamiętam. Edek
opowiadał. Jest tu Edek ?
Nie ma Edka .
*

-Pierwszy raz w kraju. Podobno rewelacyjny. W 80 roku na Festiwalu Zespołów Nowej Fali w Kołobrzegu...
Siczka: Kiedy weszlimy na scenę, słychać było tylko gwizdy, okrzyki "Ukraina", "Muzyka dzika jak Bieszczady" i tym podobne. Ale już po dwóch kawałkach publika wpadła w szaleńcze pogo i żegnano nas samymi oklaskami.
-Nazwa KSU obrosła w legendę. Tymczasem nie występowalicie prawie...
Tu: Nie bylimy specjalnie zainteresowani reklamowaniem się i załatwianiem koncertów. Jeli kto nas zaprosił, to gralimy i było dobrze. Jeli nie to gralimy w Ustrzykach i było jeszcze lepiej.
Dżordżu: Zrezygnowalimy z udziału w kilku imprezach, o których wiedzielimy, że zgromadzą przypadkową publicznoć. Poza tym, w 80 roku, Tu poszedł do wojska, kiedy on wrócił, zabrali Siczkę.
-Istnielicie jednak?
Siczka: Tak, tyle, że z przerwami.
Tu: Na dłuższy czas zespół zamilkł, kiedy odpadł Siczka, a potem Bohun odszedł od nas i przeniósł się do Rzeszowa. Żona cieszyła się już, że skończyłem z tym. Dopóty, dopóki nie wrócił Siczka i nie namówił mnie do ponownego grania.Trochę zastanawiałem się, czy to ma jeszcze sens, ale kiedy siadłem za bębny, nic nie było w stanie mnie od nich odciągnąć.
-Niedługo potem - pierwszy warszawski - fatalny koncert w "Stodole"...
Dżordżu: Olalimy go z założenia. Organizatorom zależało najprawdopodobniej na zrobieniu pieniędzy, bo rozreklamowali go ponad miarę, jeszcze zanim potwierdzilimy swój przyjazd. Nie dali zrobić nawet porządnej próby.
Siczka: Zresztą punkowcy, którzy przyszli tam dla nas, bawili się dobrze. Oni nie przychodzą na koncert słuchać brzmieniowych czy wirtuozerskich popisów.

*
- KSU? To tutejsza rejestracja.
-A może jeszcze co?
-Mówi się, że to skrót od
K...a Sami Ukraińcy.
*

- Po jedenastu latach debiutancka płyta.. Radio, listy przebojów, propozycje koncertowe... Stoicie przed swoją "nową sytuacją".
Tu: Zawsze traktowalimy nasze granie jak dobrą zabawę. Teraz należałoby się zastanowić nad tym poważniej. Dla mnie ciągłe jeżdżenie po kraju byłoby problemem, bo mam rodzinę. Poza tym nie lubię jeździć. Wolę latać.
Siczka: W podejciu do tego, co robimy nic się nie zmienia. Ale gramy przede wszystkim dla ludzi i jeli będzie popyt, to będziemy grać częciej.
-Manager, promocja, takie sprawy...
Dżordżu: Na razie nas nie interesują.
-Materiał nagrany na płytę - łagodniejszy niż wersje koncertowe... Czy to efekt zamierzony?
Dżordżu: W studiu nie udało się nam powtórzyć brzmienia koncertowego.
Siczka: Ale przygotowujemy się do nagrania kolejnej płyty - pt. "Głos Banderowca", na której znajdą się o wiele ostrzejsze utwory.

*
To nasz podstawowy zespół muzyczny. Teraz, po koncertach w kraju
po tym, jak gra się ich w radiu, stanowią chlubę dla Ustrzyk. A kiedy
mówiono tylko o ich skandalicznym zachowaniu. Poprzedni kierownik
Domu Kultury miał dużo kłopotów z tego powodu. Władze miały do
niego pretensje, że pozwala grać takiej grupie przebierańców i
szarpidrutów.
L. Gliński kier. instruktorów w
Rejonowym Domu Kultury
*

-Subkultura punkowa, dziesięć lat później?
Tu: Z samym ruchem oczywicie się utożsamiamy. A że nie ubieramy się tak, jak kiedy, to inna sprawa. Dzi, kiedy punk stał się modą, a punkowy strój został podkupiony przez bardzo różnych ludzi, wygląd nie jest ważny. Ostatnio nawet Majka Jeżowska wystroiła się niczym Rotten.
Dżordżu: Poza tym, zatarły się różnice między ruchami i mylę, że wszystkim prawdziwym punkowcom, hippisom, rastamanom, niezależnie od tego, jak się nazywają i wyglądają, chodzi o to samo. Dziesięć lat temu na pewno były bliższe związki między punkowcami. Teraz widzę wród nich wielu takich, którzy dążą jedynie do rozróby, tworzenia zamętu i nie ufa się już człowiekowi tylko dlatego, że wygląda tak a nie inaczej.
-Wy - gdyby nie punk...
Dżordżu: Miałbym większy spokój z dziewczyną, która narzeka, że dopłacam do każdego koncertu na wyjeździe.
Tu: Nie wyobrażam sobie.
Siczka: Pewnie tyrałbym ciężko w państwowej firmie na kieliszek chleba.

*
- Siczka, królu Bieszczad!!! - woła kto za starym punkmanem.
Znajomy? Oczywicie, że znajomy. Tutaj wszyscy znajomi.
-Pożycz na flaszkę.
-Skąd? Przecież wiesz, że sam zawsze pożyczam.

Komentarze do tego artykułu:

Zarejestruj się lub zaloguj aby skorzystać możliwości dodawania komentarzy.