Logowanie lub Rejestracja

KSU Stukneła Trzydziestka.

AGRAWKA AGRAWKA , dnia Lipiec 21, 2009

Trzydziestoletnie KSU nadal w natarciu. Nagrali płytę akustyczną, szykują album z premierowymi numerami, jubileuszowe DVD, trasę koncertową. O tym i nie tylko opowiadał nam lider grupy, Siczka.

ROZMOWA Z EUGENIUSZEM „SICZKĄ” OLEJARCZYKIEM

KSU stuknęła trzydziestka. Czujesz to?

Chyba nie. Właściwie nic się zmieniło, gra się i nadal robi swoje. Biegniemy dalej, bez znaczenia, czy mamy trzydzieści lat czy piętnaście. Chociaż oczywiście składy się zmieniały, a co za tym idzie - muzyka. Teraz bardziej hardrockowo gramy, nie jest to czysty punk. Jest trochę spokojniejszych numerów.

Jakie wydarzenie uważasz za najważniejsze w historii KSU?

Chyba jak dla każdego zespołu - nagranie pierwszej płyty. A my przecież po dziesięciu latach nagraliśmy swoją pierwszą płytę. Było na co czekać (śmiech). Od razu wszystko zaczęło hulać po radiach, nawet w telewizji się coś pokazało.

A drugą połowę lat 90. wspominasz pewnie jako wyjątkowo trudny czas dla twojej grupy?

Tak, to był najgorszy okres. Bardzo mało koncertów graliśmy, skład niepewny. Co prawda w 1996 roku robiłem płytę Ludzie bez twarzy, ale ona ukazała się znacznie później. Zresztą u nas tak zazwyczaj jest (śmiech).

Teraz za to gracie całkiem sporo koncertów.

W tym roku staraliśmy się grać raczej duże imprezy, w miejscach gdzie jest dobre nagłośnienie, w lecie plenery, dni miast, zloty motocyklowe. A na jesieni rusza większa trasa. Wiesz jest dużo nowych, młodych fanów, w radio nas puszczają. Jak dawniej...

Wciąż trwa współpraca na linii KSU - tekściarz Maciej „Michał Broda” Augustyn.

Maciek pisał dla nas od samego początku, jednak teraz jest mu coraz trudniej. Twierdzi, że już nie siedzi w tych klimatach, nie wie, o czym pisać. Szkoda, bo ja zawsze najbardziej zadowolony byłem z jego tekstów. Rafał Rękosiewicz też parę fajnych tekstów napisał na Naszych słowach , trochę ja naskrobałem… Wiesz, ciężko jest, muzyki mam bardzo dużo, ale tekstów brakuje. Na nowej płycie raczej nie będzie moich tekstów, ja od muzyki jestem, a jak ponagrywam wokale, jakieś „rybki”, to uderzę do Maćka i Rafała najpewniej.

Z okazji jubileuszu postanowiliście wydać kolejną w waszym dorobku płytę akustyczną. Chyba najbardziej do tego był chętny wasz gitarzysta, Jarek „Jasiu” Kidawa.

Owszem jemu najbardziej zależało, chociaż ja też od dawna chciałem coś takiego nagrać. Problem był z muzykami którzy grają na skrzypcach, fujarkach i innych instrumentach ludowych. Ale okazało się, że nasz gitarzysta „zastępczy”, który gra za Jasia na koncertach, występuje również w zespole folkowym, w którym były akurat takie instrumenty, jakich potrzebowaliśmy.

Faktycznie udało się wam osiągnąć pełnię brzmienia.

Robi się zupełnie inny klimat niż na wszystkich innych płytach studyjnych KSU. Poprzednia płyta Bez prądu była nie do końca akustyczna, poza tym źle, nieciekawie brzmiała. To było nieporozumienie, nagrywałem płytę Na 15-lecie, a jak wyszedłem ze studia wydawca zostawił wokale i kazał instrumenty akustyczne podogrywać. Nic dziwnego, nie wyszło tak jak powinno.

Na Akustycznie wyjątkowo dużego znaczenia nabierają folkowe wtrącenia. Za mgłą czy Moje Bieszczady mają dzięki temu niezwykły nastrój.

O to nam chodziło. Te sopiłki, fujarki… dzięki nim zyskaliśmy nowych fanów (śmiech). Chociaż, owszem, zdarzyły się przypadki krytyki. Ale właściwie tylko ze strony osób które akceptują jedynie ostry rock na przesterach. Większość fanów ceni sobie te spokojne numery, co widać zresztą na koncertach. Dziewięćdziesiąt procent ludzi jest za.

Płyta Akustycznie ukazała się nakładem Mystic Productions. To też zaskakujące posunięcie jak na punkrockową grupę.

Uważam że dla nas to bardzo dobra firma. Wcześniej wydawaliśmy w jakiś tam pół legalnych firmach, nie było wiadomo ile płyt się sprzedało, żadnych rozliczeń, nikt nie płacił ZAIKS-ów.

Powiedz, czy przewidujecie jeszcze jakieś atrakcje związane z trzydziestoleciem KSU?

Gramy duży koncert jubileuszowy w Ustrzykach, około trzech godzin, będą wszyscy instrumentaliści z płyty Akustycznie, kilka utworów zagramy w tym samym składzie, w którym nagraliśmy pierwszą i drugą płytę, będą Ewolucja w ścieku i Wrogie reakcje, numery których bardzo dawno nie graliśmy. Mystic przysyła dziewięć kamer i zamierzamy to wydać na jesieni na płycie DVD. Jak wspomniałem będzie też trasa, a na początku nowego roku nowa płyta studyjna.

Na waszej stronie czytałem też o interesującej inicjatywie. Zbieracie pamiątki związane z KSU.

Po prostu próbujemy zgromadzić pamiątki, które pozwolą nam odbudować historię grupy, wspomnienia. Chodzi o zdjęcia z koncertów, bilety, nagrania. My często nawet dat nie pamiętamy z dawnych lat. Już jest sporo wizualnych materiałów z kamer, aparatów i komórek, które niedługo pojawią się na stronie.

Wróćmy do Akustycznie. Na płycie pojawiają się interesujący goście. Wiadomo, że Małgorzata Ostrowska darzy KSU sentymentem, ale udział Andrzeja Grabowskiego czyli Ferdynanda Kiepskiego to już spore zaskoczenie.

Małgosia ogólnie lubi muzykować i do każdej muzyki się nadaje. Andrzej Grabowski to z kolei mój ulubiony aktor. Dwa lata temu go poznałem, zaprzyjaźniliśmy się, już wtedy zaproponowałem mu współpracę. Jednak ciężko go było złapać. Czas znalazł akurat przy okazji nagrywania Akustycznie. Przyjechał do studia Jasia w Warszawie, posiedział, pogadał, nagrał wokale i jesteśmy bardzo zadowoleni.

Poza przearanżowanymi hitami otrzymujemy na nowej płycie też pięć premierowych kompozycji. Dwie z nich, Sztyl od kilofa i Wino za karę podobno pojawią się również na kolejnej premierowej płycie studyjnej.

Tak, i będą zupełnie inaczej brzmiały. Gramy te numery na koncertach w ostrych, czadowych wersjach.

Interesująco wypadła balladowa nowość - Tylko honor w interpretacji Ostrowskiej.

Za dużo muzyki do tego utworu zrobiłem (śmiech). Musieliśmy zostawić tylko refreny.

W KSU nastąpiły kolejne zmiany personalne...

Ostatnio wiele zmian było, ale wróciliśmy do składu z 1999 roku. To najlepszy skład, jaki był w historii grupy KSU. Mamy bardzo dobrą sekcję rytmiczną, na Jasia nigdy nie narzekam... Najsłabszym muzykiem jestem ja (śmiech). Jestem bardzo zadowolony, bo wtedy graliśmy razem bardzo krótko, ze dwa lata i niestety rozstaliśmy się dzięki „pomocy” menażera, który wtedy zajmował się zespołem. Rok przed trzydziestoleciem spotkałem się z chłopakami, zaproponowałem granie i są. Świetna atmosfera, bez kłótni. Ktoś ma jakiś problem od razu mówi, bez knucia za plecami, nic nie narasta. Wcześniej zdarzały się takie sytuacje i kiedy wszystko wybuchało, była prawdziwa zadyma (śmiech).

Powiedz może jeszcze na koniec, co to była za akcja z tą podrasowaną płytą z Przystanku Woodstock 2005. Płyta audio różniła się od dźwięku z DVD.

No, poprawiliśmy tam trochę rzeczy. Bo kiedy Die Toten Hosen wchodzili sprzęt rozstawiać, włączyli swoje mikrofony, które były na tej samej częstotliwości co nasze i mój wokal zniknął! Poza tym zdarzyły się fałsze. Ale jak oglądam koncerty zachodnich kapel, a mam ich kilkaset, kolekcjonuję DVD, to niemal wszędzie słyszę dogrywki. Owszem koncerty brzmią zajebiście, ale bicie gitarzysty albo perkusisty się nie zgadza. Jest bez drastycznych obsuw, jednak widać, że to ze studia. Ale uważam, że takie poprawianie jest dobre, bo bez sensu wydawać coś co kiepsko brzmi.

rozmawiał: ŁUKASZ WEWIÓR

Najważniejsze płyty KSU według Siczki:

Pod prąd (1988)

Początki KSU, miłe wspomnienia z dawnych czasów. Cała płyta mi się podoba, wszystkie numery. Słowa, poza moimi Jabolowymi ofiarami, napisał Maciek Augustyn, a ja uwielbiam jego teksty. Płytę nagrywaliśmy w osiemdziesiątym ósmym roku, także wszystko się uspokajało, nie było tak źle i nikt nas już nie ścigał. Zresztą nie było płatności więc nikt nas nie popędzał, więc mogliśmy miesiąc siedzieć w studiu. Tu przede mną stoi ten magnetofon na którym nagrywaliśmy. Odkupiłem go i mam oryginalne taśmy KSU z pierwszej płyty. Na razie je odświeżam, bo są brudne, podniszczone, ale myślę o tym by zgrać je na nowo. Bo Pod prąd jest jednak najgorzej zmiksowaną płytą.

Ludzie bez twarzy (2002)

Jest to płyta skomponowana w 1996 roku. W 1997 pojechałem nagrywać do Wrocławia, zaraz po powodzi, jak woda zeszła. Nagraliśmy całą muzę akustycznie, masa instrumentów, ale jakoś to zostawiliśmy na kilka lat, kiedy w końcu postanowiliśmy, że nie będzie to płyta bez prądu, bo za bardzo łagodnie wyszła. Wtedy dorobiłem kilka czadowych numerów jak Chodnikowy latawiec. Praktycznie cała muzyka została ponownie nagrana, poza bębnami na których grał koleś od jazzowych rzeczy, "Kalisz" Dariusz Kaliszczuk. Bardzo lubię utwór tytułowy, tekst został napisany jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych. Przypadkowo go odnalazłem, wiesz, bardzo stary papier, zbrązowiały. Ale nienawidzę tego co, bez mojej zgody, wpierniczył wydawca na początku i na końcu albumu.

Nasze słowa (2005)

Bardzo dobra płyta, w całości. Dzięki niej znów ruszyliśmy, zaczęliśmy wtedy dużo koncertów grać i w mediach też nas popuszczali. Kto Cię obroni Polsko, ten numer sporo pohulał w radiostacjach. Ale przyznam się szczerze, że nie słuchałem tej płyty od bardzo dawna... Zresztą prawie w ogóle swoich płyt nie słucham. Wolę robić coś nowego.

Komentarze do tego artykułu:

Zarejestruj się lub zaloguj aby skorzystać możliwości dodawania komentarzy.