Logowanie lub Rejestracja

KSU -ARLEKIN 2001.

AGRAWKA AGRAWKA , dnia Lipiec 21, 2009

Sebastian: W przyszłym roku będziecie obchodzić dwudziestopięciolecie działalności. Czy planujecie to jakoś uczcić? Najlepiej nową płytą.

Siczka: Dwudziestego pierwszego stycznia będziemy kończyć nową tzw. starą płytę, która została nagrana 4 ½ roku temu, płytę akustyczną. Dogrywamy kilka numerów ostrzejszych a te akustyczne troszkę przerabiamy. To będzie jeszcze taka nietypowa płyta, ale kolejna, już typowa dla KSU ukażę się za kilka miesięcy.

Macie nowe numery?

Siczka: Około osiemdziesięciu (śmiech), także jest zapas.

Kto piszę teraz teksty?

Siczka: Na tej płycie może znajdą się teksty Michała Brody, który pisał dla nas już wcześniej. Być może, bo nie ma on za bardzo czasu na pisanie. Głównie będą teksty Wieśka Stebnickiego.

Piotr: Czy będzie to taki bieszczadzki folk?

Siczka: Może ustrzycki (śmiech).

Piotr: A Ustrzyki to nie Bieszczady?

Siczka: No, Bieszczady, ale takie miejskie.

Sebastian: Ostatnio pojawiają się reedycję Waszych płyt. Czy wznowione będą wszystkie albumy?Siczka: Tak, wszystkie płyty. Za jakiś tydzień lub dwa powinny ukazać się „Moje Bieszczady” po masteringu, wydane lepiej pod każdym względem.

Jasiu: KSU jest zespołem który tradycyjnie gra na Punkowej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Jak oceniasz zmiany, które zachodzą na tej imprezie z roku na rok?

Siczka: Nie potrafię tego ocenić, bo my zawsze wpadamy, gramy i zaraz znikamy. Nie mamy nawet czasu na to, żeby zostać i zobaczyć co się dzieje. Impreza w Krakowie jest bardzo dobrze organizowana przez Jasia Krzeczowskiego. Wszystko jest dopięte do ostatniego guzika. My jako zespół nie narzekamy i nigdy nie narzekaliśmy na Janusza.

Sebastian: Czy czujesz dużą presję kiedy tysiąc gardeł skanduje: „KSU!”?

Siczka: Nie bo już się przyzwyczaiłem do tego (śmiech).

Sebastian: Swego czasu TV Rzeszów nakręciła dokument o Twojej osobie. Skąd wyszedł ten pomysł?

Siczka: To było zlecenie od telewizji ogólnopolskiej, z tych stacji regionalnych. Zlecił to bodajże niejaki Janusz Wołcz. Nie tylko o KSU powstał taki film, ale także o Wańce Wstańce, 1000000 Bułgarów, 1984- o kapelach z tego regionu z dawnych czasów. Tak więc TV Rzeszów wykonywała to na zlecenie.

Jasiu: Co się dzieje w Ustrzykach? Czy działają jakieś zespoły?

Siczka: Z tego co wiem istnieją trzy, cztery zespoły z czego jeden grunge'owy, jeden folkowy, jakiś tam metal i chyba jeden punkowy. Generalnie nie bardzo się orientuje co się dzieje w Ustrzykach, bo bardzo rzadko tam przebywam (śmiech) ciągle gdzieś się bujam.

Sebastian: Czy widoczne na okładce Waszej pierwszej płyty kino „Orzeł” w Ustrzykach działa jeszcze?

Siczka: Tak, działa. Obecnie jest tam dom kultury, no i kino.

Sebastian: Czyli Ustrzyki się generalnie nie zmieniły?

Siczka: No, niewiele się zmieniły. Jedynie kino odremontowano i przeniesionego do niego właśnie dom kultury.

Piotr: Czy Bieszczady są wciąż tak dzikie jak kiedyś?

Siczka: Dzięki Parkowi Narodowemu, który obejmuje coraz większy obszar; Bieszczady stają się coraz bardziej dzikie. I dzięki temu, że przyjeżdża coraz mniej turystów.

Sebastian: Czy masz jeszcze jakiś kontakt lub wiesz co się dzieje z ludźmi takimi jak Leszek Tomków czy Mirosław Wesołkin?

Siczka: Mirek zniknął zaraz na początku kiedy tylko kapela powstała. Zniknął nagle i nikt nie wiedział gdzie się podziewa. Spotkałem go w zeszłym roku po raz pierwszy po ponad dwudziestu latach. Miał tam jakieś nieporozumienia ze swoją dziewuchą, ściął się i po prostu uciekł z Ustrzyk. A Lechu Tomków jest na miejscu, pracuje w telewizji kablowej. Nic wspólnego z muzyką już nie ma. Tak samo jak i Bohun, który też jest na miejscu, jest obecnie dyrektorem domu kultury w Ustrzykach i też nie za bardzo muzyką się zajmuje (śmiech). Zresztą on już po kilku latach odszedł z KSU w zupełnie innym kierunku, zaczął się angażować w awangardę. Tak więc ten rodzaj muzyki mu nie odpowiadał.

Sebastian: Mieliście też takiego ekstremalnego koleżkę jak Ptysia.

Siczka: Ptysiu grał u nas na klawiszach. Obecnie w Warszawie wznosi jakieś budowle, prowadzi firmę budowlaną.

Sebastian: A skąd klawisze w Waszym instrumentarium?

Siczka: One były bardziej dla jaj niż do grania. To był jakiś radziecki klawisz na dwie baterie płaskie, który nigdy nie stroił. Czasami jak butelka po piwie spadła Ptysiowi na klawisze, to pojawiał się jakiś dźwięk. I to była cała jego gra.

Jasiu: Czy nie drażni Cię mit Bieszczad, który się lansuje?

Siczka: A jak się lansuje?

Jasiu: Mit o dzikości, ucieczce do przyrody.

Sebastian : Nazywano Was kiedyś „dzikimi ludźmi z Bieszczad”.

Siczka: No, głównie o to chodzi, bo tak jest. Tak powinno być i tak trzymać.

Sebastian: A czy macie faktycznie jakieś ukraińskie korzenie?

Siczka: Ja akurat nie. Z ludzi, którzy grali w zespole Mirek Wesołkin ma. Już samo nazwisko mówi za siebie.

Piotr: Opowiedz coś o WRB, bo mnie to zawsze intrygowało.

Siczka: Wolna Republika Bieszczad? Organizacja, która powstała pod koniec lat 70. i ścigała harcerzy, którzy przyjeżdżali, deptali nam trawniki, srali i zostawiali za sobą smród i śmietnik. I niby wznosili budowle, a widziałem na własne czy kto je budował. Dom handlowy w Ustrzykach postawili niby harcerze. Takie opowieści hulały w mediach, ale ja widziałem kto budował.

Piotr: A na czym polegało to zwalczanie harcerzy? Rozbijaliście ich obozy?

Siczka: Niszczyliśmy wszystkie jakieś znaki zakazu, wjazdu do ulic; takie potężne plansze. Wszystko likwidowaliśmy. No i czasem harcerzowi oberwało się łańcuchem po grzbiecie.

Piotr: Ile miałeś wtedy lat?

Siczka: Jakieś siedemnaście.

Piotr: Podobno w związku z WRB miałeś problemy z Bezpieką?

Siczka: Nie tyle ja co Bohun, główny organizator tej całej bojówki (śmiech). W ogóle wszystkim nam wtedy cenzurowali listy. Bohunowi w domu zrobili rewizję, przetrzepali całą chatę. Nie wiadomo czego szukali, ale nic nie znaleźli.

Sebastian: A czy to prawda, że były takie akcje na pierwszych koncertach, że ludzie wnosili jakąś broń palną i strzelali z niej na wiwat?

Siczka: Nie. Przypuszczam, że mówisz o artykule, który bardzo dawno temu ukazał się w jakimś „Tylko Rocku”. Nie, coś takiego się nie działo.

Sebastian: Krąży taka taśma, na której słychać wystrzały.

Siczka: My używaliśmy takich korków do pistoletów. To się rozbrajało i rzucało się tym o scenę. I to tak strzelało. To słychać na koncercie.

Sebastian: A czy to prawda, że na Festiwal Nowej fali w Kołobrzegu przywieźliście niemiecki automat?

Siczka: O takiej legendzie jeszcze nie słyszałem (śmiech).

Sebastian: Mieliście przywieźć tryzuba i niemieckiego Smeissera?

Siczka: Tryzuba często woziliśmy w tamtych czasach. I trupią czachę. Ale bez broni niestety (śmiech).

Sebastian: Coś do dodania dla czytelników „Arlekina”?

Siczka: Oczekujcie następnej płyty- „Ludzie Bez Twarzy”. Z góry uprzedzam będzie tam kilkanaście numerów akustycznych czy takich pół- akustycznych i sześć punk rockowych numerów typowych dla KSU.

Pytania zadawali: Sebastian Rerak, Piotr Skucha, Jasiek Bińczycki. Odpowiedzi udzielał Siczka.

Komentarze do tego artykułu:

Zarejestruj się lub zaloguj aby skorzystać możliwości dodawania komentarzy.